Dlaczego boimy się związków?

Ludzka natura jest naprawdę przedziwna.

Chcemy czegoś, a jednocześnie boimy się tego tak bardzo, że w momencie, gdy wreszcie możemy to mieć, robimy wszystko, by to zniszczyć, wymyślamy tysiące powodów, by się wycofać, znaleźć winnego wszędzie, byle nie w sobie i po prostu uciec! A potem z trudem dociera do nas, że właśnie (po raz kolejny) pozbawiliśmy siebie szansy na bycie szczęśliwym. Lub tłumaczymy sobie, że dobrze zrobiliśmy, bo on/ona po prostu nie był nas wart.

Lęki takie dotyczą również marzeń o stanowisku, zawodzie czy pasji. Dobrze jest marzyć, bo marzenia utrzymują nas przy życiu, ale jak zaczynają się spełniać, my nie zawsze jesteśmy gotowi na zmiany, jakie mogą w naszym życiu zaprowadzić bądź – inaczej – kojarzą nam się z problemami i nowym-nieznanym, których wcale nie chcemy, bo się ich najzwyczajniej boimy! (Wyobrażacie to sobie – marzenia, których się boimy?! Czyż nie jest to niedorzeczne?!) Jesteśmy zbyt dumni, by się do tego przyznać i zbyt leniwi, by chcieć zmienić swoje nastawienie, otworzyć się na lepsze. Tak, tak – lepiej jest narzekać na okropną pracę, wstrętnego szefa
i współpracowników i na samotność, niż coś z tym zrobić!

Wróćmy jednak do związków i pojawiających się w nich lęków. Lęki te nie mają nic wspólnego ze strachem, lecz stanowią reakcję nieadekwatną do wywołującego je bodźca. To nic innego, jak nieprzerobione lekcje z przeszłości – zakodowane głęboko w pamięci emocjonalnej obrazki, dotyczące związków naszych rodziców, ciotek i wujków, które przesłaniają rzeczywistość i generują niepotrzebne obawy, dotyczące wejścia w relacje z daną osobą.

Boimy się tego, czego nie znamy. Pętla i sprzężenie zwrotne.

Wychowujemy się w domu rodzinnym. Niestety – nie zawsze nasze dzieciństwo jest szczęśliwe. Patrzymy na relację rodziców i nie widzimy, żeby okazywali sobie miłość, szacunek, wsparcie i zrozumienie. Podświadomie nasi rodzice stają się naszą antyidentyfikacją. Wiemy już, jakiego związku w przyszłości tworzyć nie chcemy, mamy jednak w głowie tęsknotę za prawdziwą bliskością i miłością. Nie wiemy jednak, że tak naprawdę boimy się wejść w jakikolwiek związek, bo moglibyśmy niechcący powtórzyć schemat rodzinny. Rezygnujemy więc z takich relacji, pozwalając sobie tylko na przelotne znajomości i rezygnując nawet z wartościowych osób, gdy tylko pojawią się jakieś drobne nieporozumienia i przeszkody. Tym samym odbieramy sobie szansę nie tylko na bycie w związku z kimś kochającym
i wartościowym, ale również na pogłębienie swojej wiedzy o związkach i poznaniu innego ich oblicza (dalece różnego od tego, na co napatrzyliśmy się w domu rodzinnym). Jeśli więc odbieramy sobie szansę na to, by coś poznać, zacząć obcować z drugim człowiekiem, jak mamy przestać się bać?!

Dopada nas nasz własny demon – lęk przed nieznanym! Nieznanym nie tyle na własne życzenie, lecz nieznanym otrzymanym w spadku po obrazach z domu rodzinnego. Chcemy czy nie – to, jak nas ukształtowano w dzieciństwie, będzie miało przełożenie na to, jak będą się kształtowały nasze relacje w dorosłym życiu.

Jak sobie pomóc?

Zacznij rozmawiać. Jeśli zdałeś sobie sprawę, że dokładasz destrukcyjną cegiełkę do tego, co zaczyna się tworzyć i dobrze zapowiadać, a Ciebie zaczyna to przerażać, to znak, że zaczynasz podświadomie wyczuwać, że coś idzie nie tak – że masz jakiś problem.

Ci, którym przyszło wychowywać się w rodzinach dysfunkcyjnych, w momencie, gdy napotykają osobę z zasadami, poukładaną i stabilną emocjonalnie, wiedzącą, czego chce i pragnącą stworzyć coś stałego, ku zaskoczeniu innych, czują się źle przy kimś stabilnym! Przeżywają wewnętrzny konflikt, bo nie są przyzwyczajone do jednoznacznych sygnałów, do szacunku, nazywania rzeczy po imieniu i mówienia
o uczuciach (nawet trudnych), do bliskości, wspierania siebie wzajemnie, po prostu bycia blisko. To nie ich środowisko! Oni przywykli do omijania problemów, udawania, że coś się nie wydarzyło, do utrzymywania dystansu w związku – ciągłego odpychania i przyciągania, nie mówienia sobie prawdy, do samotności wśród najbliższych. Ale tego, jak współpracować ze sobą w związku, nikt ich niestety nie nauczył.

Patrząc z drugiej strony – osoba mająca umiejętności budowania zdrowej relacji –
w momencie zaangażowania się w związek z osobą, która nie przepracowała swoich problemów – może zostać solidnie przez taką osobę poraniona, jeśli w porę nie rozpozna problemów swojego partnera.

Jak przejść ze środowiska chaosu do normalności?

Cały swój rozregulowany świat trzeba po prostu naprawić. Krok po kroku odtwarzać sytuacje, które w dzieciństwie głęboko nas zraniły:

  • gdy nie mieliśmy właściwego oparcia w rodzinie,

  • gdy nie poświęcano nam czasu,

  • gdy obwiniano nas za kłopoty w małżeństwie naszych rodziców,

  • gdy oczekiwano od nas spełniania rodzicielskich ambicji,

  • gdy z nami nie rozmawiano,

  • gdy nie tłumaczono nam naszych złych zachowań, a karano nas w różny sposób,

  • gdy odmawiano nam bliskości fizycznej,

  • gdy lekceważono nasze potrzeby i uczucia.

Listę niespełnionych potrzeb można by jeszcze długo rozszerzać. Sęk w tym, żeby sobie uświadomić, że nie jest to nasza wina i w żaden sposób się do tego nie przyczyniliśmy. Że traktowano nas tak nie dlatego, że byliśmy okropnymi dziećmi, ale nasi rodzice również nie otrzymali tego od swoich, nie przepracowali problemów, odtworzyli wzorce i nie umieli być wsparciem dla siebie. Nie będąc szczęśliwym
w związku trudno uszczęśliwić swoje dziecko. W końcu ktoś kiedyś będzie to musiał zatrzymać – przerwać łańcuch rozczarowań, pretensji i żalu. Może będziesz to właśnie Ty?

Dużo rozmawiaj z bliskimi Ci osobami o tym, co czujesz i czego Ci brakuje. Następny krok to literatura z zakresu psychologii i terapia. Urządzanie swojego świata na nowo to czasochłonny wysiłek, przeplatany w tym względzie wieloma wewnętrznymi konfliktami, upadkami i być może czasową rezygnacją w chęci zmian. Ale jest konieczny.

Jak wygląda powrót do normalności?

Na początku normalność może wydawać się dziwna. Jest rutynowo, przewidywalnie, nudno. Nie tego się spodziewaliśmy – partner powinien nas ciągle zaskakiwać, utrzymywać w niepewności, generować napięcie. Ale jeśli szukacie takich wrażeń, idźcie do kina na film grozy – to Wam powinno wystarczyć. W związku ma być stabilnie. Nie potrzebujecie dodatkowych negatywnych bodźców do życia. Niestety, życie co i rusz podrzuca nam ciągle nowe problemy do rozwiązania, a partner musi Was wspierać i pomagać się z nimi uporać. Taka jest właśnie rola zdrowego związku. I takiego wam wszystkim życzymy.

Speed dating Warszawa – czas poznać kogoś nowego